Aktualności


Piwa z NYC (USA) - cz. III

 Foto Piwa z NYC (USA) - cz. III

Nowy Jork to ogromna 8 milionowa aglomeracja. Nie dziwne więc że odnalezienie kilku ciekawych miejsc było tylko kwestią czasu. Praktycznie każdy pub oferuje 5-7 gatunków piwa beczkowego w tym kilka to zwykle Ale, a najpopularniejszym o tej porze roku jest jak nie trudno się domyśleć Summer Ale. Piwo które przypomina coś pomiędzy Saison’em a Witbier’em. Lekkie, orzeźwiające - doskonałe na upalne dni w szczególności gdy termometr pokazuje 99°F / 37°C. Godnym odnotowania jest niewielki pub na 15 East 7th Street o nazwie McSorley’s Old Ale House. Jest to najstarszy pub w NY czynny w tym miejscu od 1854 roku. Po wejściu widzimy, że praktycznie nic tam się nie zmieniło od 100 lat. Stare ozdoby, wycinki z gazet i oprawione plakaty. Młody jest tylko barman, ale kelner pracuje tam już chyba od zawsze. Szczupły, w czarnych spodniach i w dawno już niemodnej szarej marynarce. Jest uprzejmy ale niezbyt rozmowny. Trochę przypomina rodzimego, styranego życiem kelnera z szemranego baru na warszawskiej Pradze Północ. Rozsypane na podłodze trociny dodają klimatu i nie wiadomo czemu tylko ja jestem zafascynowany, a cała mi towarzysząca kompania z przerażeniem patrzy to raz na mnie to raz na kelnera. Ale co tam! Nim złożyliśmy zamówienie odzywa się obok starszy pan i zagaja skąd jesteśmy. Okazuje się, że ma polskie korzenie i jakąś daleką rodzinę w Gdańsku. Szybko nam odradza jedzenie w tym miejscu, ale poleca piwo. W ofercie były tylko dwa piwa: Jasny Ale i Ciemny Ale (porter angielski). Nie ma to jak prostota! Zamawiamy najpierw po jednym jasnym i otrzymujemy po dwa małe kufelki na osobę (około 250 ml w każdym). Oryginalne i ciekawe. Nie dość że można się podzielić, to degustując jedną porcję druga czeka cierpliwie nieniepokojona. Piwo jest typowym Ale specjalnie niewyróżniającym się smakiem, ale też nie można mu nic zarzucić. Po prostu dobre piwo górnej fermentacji. Drugie piwo Porter również ląduje na naszym stole w bliźniaczych kufelkach. Śmiesznie to wygląda, ponieważ zamawiając trzy dostajemy całą armadę. Porter jest pełniejszy w smaku, bardziej słodowy i wyraźnie karmelowy, ale doskonale pijalny. Oba piwa miały w okolicy 5% alk. i oczywiście były własnej produkcji, tyle że w innym miejscu poza miastem. W międzyczasie nasz nowo poznany „rodak” przynosi nam materiały na temat pubu: jakieś pocztówki, wycinki z prasy i firmowe zapałki. Warto też wspomnieć że podawane piwo było najtańsze w mieście. Uważam, że odwiedzając NYC pub ten powinien się znaleźć jako obowiązkowa pozycja na liście każdego Beer Huntera.

Drugim ciekawym miejscem godnym polecenia jest sieć pubów Heartland Brewery. Mają siedem lokali w Nowym Jorku, ale ja miałem przyjemność trafić na Fulton Street przy przystani nad brzegiem East River, gdzie oferta piw własnej produkcji zamykała się w ilości 10 gatunków. W tym pubie też można było zamówić sobie próbki pięciu wybranych sztandarowych piw z tego browaru lub pięć aktualnie warzonych sezonowo. Bar podawał również drinki na bazie piwa, ale te nie były w kręgu moich zainteresowań. Rozpocząłem od piwa o wdzięcznej nazwie Red Rooster Ale (Czerwony Kogut), który odwdzięczył się nie tylko pięknym bursztynowym wpadający w czerwień kolorem ale również ciekawym karmelowym i słodowym aromatem oraz nutami toffi z lekko palonym finiszem. Drugim Piwem był Farmer’s Jon’s Oatmeat Stout czyli stout owsiany. Trunek ten był nagradzany jako: “Best Beer in NYC” (Daily News); “People’s Choice Award” (New York Press); “Best Brewpub in NYC” (NY Magazine); “Ruppert’s Cup Winner” (NYC’s Best Beer). Nie sposób było nie spróbować. W mojej ocenie jest to jeden ze smaczniejszych stoutów jakie kiedykolwiek piłem w życiu. Obiektywnie mogę powiedzieć, że piwo było kremowe, o niskim nasyceniu (wyganiane azotem z beczki) o intensywnym zapachu kawowym i palonym, wytrawne i fajnie goryczkowe. Czy wyczuwalny był owies? Całe łany! Gładkie, delikatne jak dobra owsianka na śniadanie. Myślę, że z powodzeniem mogłoby ją zastąpić. Ostatnie piwo było … oczywiście India Pale Ale, tu nazwane przewrotnie Indiana, czyli jak rozumiem (ale mogę się mylić) nie indyjskie, ale indiańskie. Od razu przypomniało mi się Buffalo. Piwo było aromatyczne ale już nie aż tak jak to sprzed kilku dni. Mimo wszystko godne powąchania, wypicia i polecenia.

Co niniejszym czynię i pozdrawiam.
Raf.


Copyrights © 2010 Browarzyciel Sp. z o.o.