Piwa z Toronto (Kanada) - cz. I
Zapomnijcie na chwilę o naszej rzeczywistości, o tym że jak w pubie czy restauracji znajdziecie dwa lub maksimum trzy piwa z beczki, to odczuwacie pełnię szczęścia. Wyobraźcie sobie, że tych piw macie piętnaście i to z kilku różnych browarów. Jasne, ciemne, lagery, ale, pszeniczne i w stylu belgijskim … do wyboru do koloru. Czy to możliwe? Tak w Toronto! Praktycznie każdy pub ma tam w ofercie sześć i powyżej różnych piw. Nie jest problemem znalezienie miejsca gdzie tych piw mają kilkanaście. Nawet w naszym przyhotelowym pubie było ich całe mnóstwo, a zapytana kelnerka o najbardziej popularne piwo z zakłopotaniem odpowiedziała, że ma ich 22 i wszystkie się dobrze sprzedają. Z jednej strony raj, a z drugiej katusze, bo jak tu skosztować każdego? Ale do rzeczy! Godnym polecenia jest brewpub „C’est What” na 67 Front Street East w Toronto. Mimo, że produkcja została przeniesiona poza pub, to dalej oferują dość pokaźną ofertę piw rzemieślniczych w tym również własnej produkcji. Popularnym i smacznym piwem było tzw. Summer Saison, czyli sezonowe piwo górnej fermentacji przygotowywane na okres letni. Piwo miało 5% alk. i było jasnej barwy. Wyczuwalne, ale nienarzucające się delikatne fenole, kolendra i smak cytrusów. Doskonale gasiło pragnienie. Innym piwem spośród selekcji ponad 30 (!) był Porter Kawowy, który oczywiście nie ma nic wspólnego w smaku z naszym Bałtyckim baaardzo dalekim kuzynem. Bliższy Porterowi Angielskiemu miał 5,8% alk. i był … mocno kawowy. W odróżnieniu od swojego „wyspiarskiego krewnego” był aromatyzowany, czego nie odnajduję osobiście jako szczególną atrakcję, ale … był pijalny i godny skosztowania - tak dla odmiany. Jak wspomniałem nie sposób było skosztować wszystkich, a był tam m.in. Robust Porter, niedostępny na naszym kontynencie. Na koniec, jak już jesteśmy w takich uduchowionych klimatach, to zacytuję frazę ze strony C’est What: :))))) Raf. |